Dobra, już dosyć tego narzekania. Teraz trzeba pochwalić tą cywilizację za wiele przełomów, które udało się w ostatnich latach osiągnąć. Zdecydowanie największym osiągnięciem naszej cywilizacji jest kolosalna poprawa higieny i jakości życia. Żyjemy w sposób dużo bardziej uporządkowany i higieniczny niż nasi ojcowie i dziadowie - udało się nam wyeliminować wiele chorób, które dziesiątkowały ludzkość od zarania dziejów. Wadą tego postępu jest uczynienie z człowieka łatwego kąska dla wielkich korporacji, które już wiedzą co zrobić by na nim zarobić jak najwięcej. Kolejnym postępem jest skok technologiczny, który uczynił nasz świat jedną małą globalną wioską. Wszyscy wiedzą co się dzieje na świecie w czasie rzeczywistym, nie ma już żadnych tajemnic ani niedostępnych miejsc. Postęp ten umożliwił ludziom nieskrępowaną eksplorację świata, poprzez spadek kosztów podróżowania. Umożliwiono zatem przeciętnemu człowiekowi docieranie do miejsc, które dawniej były dostępne tylko i wyłącznie dla najbogatszych. Wadą tego postępu jest przede wszystkim uzależnienie od technologii, zalew informacyjny oraz oczywiście niekontrolowana migracja i możliwość przeprowadzania przez "elity" inżynierii społecznej, poprzez ściąganie różnej maści "inżynierów" i "lekarzy", aby ubogacić społeczeństwa zachodnie. Kolejnym postępem jest wielki progres w medycynie, który umożliwił diagnozowanie i leczenie ciężkich przypadków medycznych. Chodzi tu głównie o możliwości chirurgii - w tym tej szczególnej dziedziny, którą jest transplantologia. To co dzieje się w dzisiejszej chirurgii to jest przepaść do tego co potrafili Ci specjaliści choćby nawet pół wieku temu. Poprawił się także dostęp do lekarzy, którzy dzisiaj dbają o dosłownie każdego obywatela. Tak kontrowersyjne dzisiaj szczepionki - aplikowane kolejnym pokoleniom wyeliminowały wiele ciężkich chorób jak cholera czy tyfus, które dawniej dziesiątkowały miasta starej Europy. Minusem postępu technologicznego w medycynie jest obecnie brak jakiejkolwiek selekcji naturalnej, co powoduje, że kolejne pokolenia będą przekazywać dalej coraz to słabsze geny. O ile będą chętni do przekazywania tych genów... Kolejny postęp to wyeliminowanie w wielu krajach głodu, ale to z kolei niesie za sobą zalew fatalnej jakości żywności i wysyp wielu chorób cywilizacyjnych. Kolejną korzyścią jest poprawa zamożności społeczeństw i dostępu do kapitału. Patrząc na postęp w infrastrukturze na przestrzeni ostatnich stu lat można powiedzieć. że zrobiliśmy jako ludzkość kolosalny krok do przodu. Niestety - niesie za sobą możliwość przeprowadzania przez "najbogatszych ludzi świata" wielkich kryzysów, gdyż koniunkturę można pompować tak długo, że ludzie zapominają, że kiedyś musi nastąpić krach.
Ten rozdział to taka mała odskocznia od opisywania dziwactw świata AD 2026. Odskocznia od głównego tematu, pochwalenie naszego postępu technologicznego, ale także nawiązanie do tego co może się wydarzyć (z czym ludzkość łatwo poradziła sobie przed prawie 167 latami). No bo co by się wydarzyło, gdyby nasze kochane Słońce nagle "kichnęło"? Przecież takie coś wydarzyło się już w 1859 roku, co zostało później nazwane "Efektem Carringtona" od nazwiska brytyjskiego astronoma, który był jednym z najwybitniejszych naukowców badających naszą gwiazdę w XIX wieku. „Burza Carringtona”, która miała miejsce w dniach 1 - 2 września 1859 roku to najsilniejsza zarejestrowana w historii, ekstremalnie intensywna burza geomagnetyczna, w wyniku której doszło do silnych zakłóceń w telegrafach na całym świecie, a zorza polarna była widoczna nawet w regionach tropikalnych. Wtedy nie było żadnej elektroniki - gdyby to przydarzyło się teraz to cofnęlibyśmy się trochę w rozwoju - jakieś dwa wieki wstecz. Ale dlaczego niby mielibyśmy się cofnąć o te dwa wieki, skoro mamy wiedzę jak wszystko odtworzyć, skoro nasza technika jest na tak wysokim poziomie, gdy obecnie ludzkość jest zdolna do wysłania człowieka na Księżyc, wkrótce być może na Marsa, a nasze sondy kosmiczne eksplorują cały układ słoneczny? Odpowiedź jest prosta - pycha! Grzech ten nieprzypadkowo jest grzechem głównym numer 1. Otóż jesteśmy tak pyszni, że obecnie nikt, zupełnie nikt na świecie nie bierze pod uwagę tego, że Słońce może wyrzucić w przestrzeń niebezpiecznie dużo wysokoenergetycznych zjonizowanych cząstek. Zapytajmy więc 7 kwietnia 2026 roku AI (póki istnieje) wpisując w wyszukiwarkę Google prostą frazę: "Efekt Carringtona dziś". Otrzymujemy odpowiedź, która mrozi krew w żyłach, ale na którą dzisiaj nikt, absolutnie nikt nie jest gotowy, a rządy podążają wręcz w przeciwnych kierunkach skazując nas potencjalnie na skrajną anarchię i walkę o ogień:
"Efekt Carringtona (burza geomagnetyczna z 1859 roku) to najsilniejszy odnotowany w historii rozbłysk słoneczny, który dziś miałby katastrofalne skutki dla globalnej infrastruktury technologicznej. (Facebook.pl)
Podsumowując powyższe - potężna burza na Słońcu może nastąpić w każdej chwili, wszyscy o tym wiedzą, jak również o tym, że doprowadziłoby to do skrajnej anarchii, załamania gospodarki, przysłowiowej "walki o ogień", potężnych zmian w funkcjonowaniu gospodarki światowej. Gdyby wysiadły wszystkie transformatory przy elektrowniach na całym świecie to ich nie da się kupić jak jogurtu w supermarkecie - ich produkcja trwa nawet parę miesięcy. Tak - parę miesięcy, ale pod warunkiem, że mamy funkcjonującą gospodarkę, łańcuchy dostaw, ład i porządek, funkcjonujący system ekonomiczny. Gdyby wszystko nagle wysiadło to zbudowanie takich transformatorów byłoby niemożliwe, co spowodowałoby faktycznie cofnięcie się naszej cywilizacji o dwa wieki wstecz, ale również wysadzenie w powietrze całej tej siajby, która jest opisywana... Kto by się przejmował tym czy mamy 10 000 płci w sytuacji, gdy trzeba zdobyć pożywienie, a nie wrzucić fotkę na Insta w kafejce Starbucks. Poniżej opiszę możliwy ciąg zdarzeń po takim "rozbłysku" słonecznym, na co żadne państwo nie jest gotowe. Gdyby bowiem ktokolwiek myślał o czymś takim to czy kazaliby nam likwidować gotówkę oraz tradycyjne piece CO, nazywane pogardliwie "kopciuchami"? Nie, nikt o tym nie myśli, a to może się wydarzyć w każdej sekundzie. Czas na reakcję? bardzo, bardzo krótki! Oto jak możemy się obudzić pewnego poranka:
Dzisiejsze przebudzenie było normalne, budzik w komórce zadzwonił jak zawsze. Ale od samego rana wydawało się, że coś jest nie tak... Brak prądu - zdarza się, może jakaś awaria. Kąpiel poranna jeszcze w ciepłej wodzie, bo przecież boiler potrafi utrzymać ciepło zgromadzonej wody przez parę ładnych godzin. Lodówka nie działa, ale na szczęście jeszcze zimna, jedzenia i tak tylko na parę dni. Małe śniadanie "na zimno" i można się zbierać do pracy. Komórka niby obudziła, jak codzień, ale milczy - brak powiadomień, brak internetu, ot taki gadżet ze zdjęciami. Kurde - zdjęć też na niej nie ma, bo wszystkie były zapisane w chmurze! No cóż, można wzdrygnąć ramionami, ale do roboty trzeba jechać. Po drodze też jakoś dziwnie - straszne korki, żadne światła nie działają na mieście. Policji nie widać, nie ma kto kierować ruchem. Do pracy chyba każdy się spóźnił - smatwatch pokazuje już pół godziny spóźnienia. W robocie wszyscy patrzą jeden na drugiego - nic nie działa. Ani komputer, ani radio, ani sieć intranet. No bo jak może cokolwiek działać, jak nie ma prądu? Nie ma jak zrobić sobie nawet herbaty. Nic, trzeba iść do sklepu to może uda się coś dowiedzieć. W sklepie kolejka, ale kasjerka nie może nic sprzedać, bo system nie działa. Nie ma prądu to nie można nic kupić. Ktoś się wykłóca, że zapłaci gotówką, że się spieszy. Kasjerzy protestują, że nie mogą nic sprzedać bez nabijania paragonu. Parę nerwowych scen, ale większość i tak odeszła z kwitkiem, gdyż nie mieli gotówki - karty, bliki, aplikacje na telefon - nie działają. Po powrocie do biura dalej nic nie wiadomo - dosłownie nic. Nigdy tak nie było, ktoś rzucił hasło, że to atak hakerski na sieci elektroenergetyczne w całym kraju i że zaraz powinno wszystko wrócić do normy. "Pieprzeni ruscy" każdy mruczał pod nosem. Co robić w tej robocie jak nie ma prądu? Praca biurowa tak w urzędzie jak i w firmie jest niemożliwa bez energii elektrycznej - nie działa sprzęt, nie ma internetu, nie można się połączyć z żadnym dedykowanym oprogramowaniem. Około 12 ogłoszono, że to jakaś poważna awaria i żeby jechać do domu, bo do wieczora jej nie "ogarną". Ok, no to dzisiaj laba! Po drodze do domu zaczęły się jednak dziać dziwne rzeczy. Przed sklepami jakieś awantury, trzaskanie drzwiami. Ale Ci ludzie niecierpliwi! Uderzające jednak było to, że po drodze nie jeździły żadne autobusy. Przecież zawsze było ich wiele i utrudniały przejazd do pracy. Co teraz zrobić? Człowiek od lat nie miał wolnego w poniedziałek o godzinie 13. Może udać się do galerii handlowej? Nie, na pewno też nie mają prądu i nic się nie uda kupić. Może jechać samochodem na myjnię? Przecież myjnie też nie funkcjonują... A stacje paliw? Robią się przed nimi kolejki, ale pracownicy zamiast obsługiwać klientów wykłócają się z kierowcami... Co za cywilizacja - chwila bez prądu i totalny paraliż. Po przyjeździe do domu okazało się, że to nie jest zwykła awaria. Policja jak podczas pandemii Covid-19 zaczęła jeździć po mieście z megafonami i ogłaszać, że "jakiś czas" nie będzie elektryczności, żeby siedzieć w domu jak podczas pandemii i starać się nie utrudniać życia służbom. Jak to nie będzie prądu? Co się stało? A jak to wojna i nie chcą nam powiedzieć? Na szczęście po drodze do domu udało się pogadać z sąsiadem - tym takim odjechanym od teorii spiskowych. Ten to zawsze chwalił się, że jest przygotowany na wszystkie okoliczności - zapasy jedzenia, gotówka na czarną godzinę, magazyny energii, fotowoltaika, która ładuje własne magazyny energii zamiast oddawać prąd do sieci. Ostatnio chwalił się, że kupił parę wiatrówek i straszaków wyglądających jak prawdziwa broń, żeby w razie potrzeby móc obronić własną rodzinę. Facet miał odbiornik radiowy na baterię i powiedział, że przed chwilą rząd ogłosił wprowadzenie stanu wyjątkowego na terytorium całego kraju z powodu braku elektryczności. Jak to? Znowu stan wojenny? Pewnie ruscy zaatakowali, a brak prądu to efekt ich działań hybrydowych... Po powrocie do domu nie było sposobu, aby znaleźć sobie choć trochę miejsca dla siebie... Kurcze, co się dzieje? Co robić w domu bez prądu? Telewizor nie działa, nie da się pooglądać ulubionych kanałów na Youtube, nie ma internetu, więc Facebook i inne portale społecznościowe też odpadają. Trzeba iść do sąsiada i poprosić o takie radyjko, może ma jeszcze jedno? Ale fart - miał kilkanaście tanich radyjek z Temu, jakby przewidział taką sytuację. Nie chciał go jednak oddać za darmo, nie chciał też gotówki. Zażądał alkoholu, twierdząc, że w godzinie próby to będzie waluta. Na szczęście po ostatnich imieninach było w domu parę litrów whisky i wódki, sąsiad zgodził się na taki barter. Żadne tradycyjne stacje FM nie działają, funkcja "skanowanie" znalazła jednak jakąś stację, gdzie nadawano komunikaty rządowe: "Tu Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, nadajemy komunikat. Prosimy zachować spokój, nie zostaliśmy zaatakowani przez Rosję ani Białoruś, nie dokonano także żadnego ataku hybrydowego. Na chwilę obecną możemy tylko powiedzieć tyle, że nie działają żadne sieci elektroenergetyczne - tak w Polsce jak i całej Europie. Obecnie trwa telekonferencja Rządu i najwyższych dowódców wojskowych z naszymi sojusznikami z NATO i Unii Europejskiej. O ustaleniach tych rozmów poinformujemy Państwa niebawem. Prosimy zachować spokój!". Kurde co jest? Kosmici nas zaatakowali? Nagle człowiek czuje, jak dał się uzależnić od elektryczności. Jasna cholera! Sto lat temu nie byłoby najmniejszego problemu. Nie działałoby oświetlenie uliczne i tyle, ale i tak niektóre miasta były jeszcze gotowe na brak prądu, gdyż działały lampy gazowe - używane jeszcze przecież kilkadziesiąt lat temu w niektórych polskich miastach. Ok, do tłoczenia gazu potrzebne były pompy elektryczne, więc sto lat temu pewnie nie działałyby latarnie i tyle. Telefony stacjonarne (choć rzadkie) działałyby nadal, bo do ich działania nie trzeba było elektryczności w miejscu instalacji telefonu - stare aparaty zasilane z centrali potrafiły działać nawet podczas przerwy w dostawie prądu w domu, ponieważ zasilanie było dostarczane z centrali, która miała własne zasilanie awaryjne. Sklepy przyjmowałyby gotówkę, można byłoby kupić wszystko bez problemu. Komunikacja miejska działałaby bez elektryczności, chociaż niektóre "nowoczesne" tramwaje mogłyby stanąć w zajezdniach. W ich miejsce byłyby jednak gotowe tramwaje konne, którym do działania trzeba było ino owsa i wody. Logistyka? Też działałyby bez najmniejszego problemu, gdyby brakło elektryczności. Banki, giełdy, towarzystwa kredytowe? Dalej byłyby krwiobiegiem gospodarki, bo do ich funkcjonowanie nie było trzeba sto lat temu niczego oprócz zaufania! Do dobra, a przemysł, usługi, handel? Bez prądu również by sobie poradziły, bo w fabrykach nadal na masową skalę pracowały jeszcze maszyny parowe! Media? Tutaj prym wiodły gazety, gdyż radio jeszcze nie było tak popularne, o telewizji nie wspominając. Ogrzewanie domów, ich oświetlenie? Ogrzewanie na węgiel lub drewno, bez centralnego rozprowadzania ciepła. A do oświetlenia na masową jeszcze skalę używano lamp naftowych. A biura, przecież używały już elektryczności, chociażby telegrafów do łączności... Tak, ale głównie ich praca opierała się na tym co było napisane - ręcznie lub maszynopisem! Rozrywka? Gry planszowe, cyrki, kina obwoźne - do ich funkcjonowania nie trzeba było używać prądu! Kurde balans! Sto lat postępu i takie uzależnienie od elektryfikacji! Najgorsze, że nie ma żadne, ale to żadnej alternatywy!
Po uświadomieniu sobie skali kalectwa ludzkości w połowie trzeciej dekady XXI wieku pierwszego dnia bez prądu zaczął się efekt domina, który doprowadził świat na skraj upadku.
SKUTKI:
Pierwszego dnia bez prądu, na skutek paniki, zaczęto plądrować wszystkie możliwe sklepy i markety. Każdy musiał niestety dołączyć do tego szaleństwa, żeby mieć co jeść! Policja absolutnie nie radziła sobie ze skalą grabieży już pierwszego dnia, gdyż sumienie nie pozwoliło strzelać do rodaka, gdy ten potrzebuje chleba. Pierwsze splądrowane zostały stacje paliw, duże markety spożywcze, potem zaczęto dobierać się do centrów logistycznych dużych sieci handlowych. Wyprowadzenie wojska z koszar nieco uspokoiło sytuację, ale grabieże trwały nadal. Stanęła jakakolwiek produkcja, handel stał się niemożliwy, bo nie było na tyle gotówki w krwioobiegu gospodarki. Zresztą - kto by płacił za cokolwiek jak wszyscy kradną co się da. Po ulicach bardzo szybko zaczęły krążyć gangi, które wyspecjalizowały się w kradzieżach i sprzedaży podstawowych dóbr z olbrzymim zyskiem. Większość ludzi barykadowała się w domach, ale co jakiś czas trzeba było wyjść i załatwić coś do jedzenia. Nagle w rodzinach plagą stały się samobójstwa młodych ludzi, którzy nie przywykli do życia bez mediów społecznościowych, bez internetu, a co dopiero do życia w wielkim stresie, gdy o każdą przysłowiową bułkę trzeba stoczyć prawdziwy męski bój! Jedynym medium działającym normalnie stała się tylko i wyłącznie kanalizacja, bo do jej działania nie potrzeba prądu. Miasta, by umożliwić sprawne działanie kanalizacji zostały jednak zmuszone do wypuszczania nieoczyszczonych ścieków wprost to rzek, skąd z kolei pobierana była woda do picia. Zaczęły się niespotykane dawno choroby, rozszerzyło się na nowo znaczenie słowa "sepsa". W takich okolicznościach upadły momentalnie banki, giełdy, fundusze inwestycyjne, spółki akcyjne. Cały misternie budowany system, który oparty był na zaufaniu i dostępie do elektryczności upadł jak domek z kart. System emerytalny? Brak. Funkcjonował on bowiem jako piramida finansowe, ale tylko w sytuacji gdy młodzi ludzie płacili składki, z których to finansowane były emerytury. Opieka społeczna? Żart! W świecie, gdy można zostać zabitym na ulicy za to, że idzie się z plecakiem, w którym może być trochę wody i picia takie coś nie istnieje. Opieka zdrowotna? W zdewastowanych i rozkradzionych przez hordy rozwścieczonych ludzi szpitalach udało się jeszcze zebrać resztki lekarzy, którzy nawet operują w ocalałych blokach operacyjnych. Było to możliwe dzięki ofiarności ludzi, którzy przynosili paliwo do agregatów prądotwórczych oraz dzięki ochranianiu tych obiektów przez resztki policji i wojska. Czy lekarze zarabiali krocie i czy odchodzili od łóżek gdy im nie płacono? Nie - zostali bowiem tylko Ci lekarze, którzy mają powołanie i pracują za darmo. Czasem jakiś dobry człowiek w podziękowaniu za uratowanie życia przynosił jakieś jajka czy kawałek chleba... Zaopatrzenie w żywność? Bardzo, bardzo trudne. Lata odchodzenia od rolnictwa i ściągania tańszej żywności z różnych zakątków świata oraz oddanie obowiązku zaopatrzenia w żywność korporacjom spowodowało, że w krajach Unii Europejskiej uprawiano tylko to, na co było większe dopłaty. Mechanizacja rolnictwa i płacenie rolnikom za koszenie swoich pól spowodowało wyjałowienie ziemi, którą nijak nie dało się ponownie nawieźć! Rolnicy i tak byli w uprzywilejowanej sytuacji, bo byli w stanie wykarmić siebie i swoje rodziny, ale z drugiej strony często stawali się obiektem ataku hord głodnych ludzi, szukających czegokolwiek do jedzenia. Zaopatrzenie w wodę? Po splądrowaniu sklepów i wyczerpaniu się zapasów wody pitnej nie zostało zbyt wiele wody zdatnej do picia. Pół biedy jak ktoś miał jakąkolwiek studnię na działce - jakoś sobie radził z pozyskaniem wody. A co mieli zrobić mieszkańcy bloków, dużych osiedli mieszkaniowych? Oczywiście można było pozyskiwać wodę z rzek, ale w sytuacji spuszczania nieoczyszczonych ścieków do rzek ta woda nie była zdatna do picia... Nie było jednak wyjścia - co lepsze - ścieki na ulicach i choroby jak w XIII wieku czy upłynnienie wszystkiego do rzek i problem z wodą? Działalność instytucji państwa, działalność Unii Europejskiej? W sytuacji zagrożenia egzystencjonalnego państwa postawiły wszystko na jedną kartę i w obawie o zdrowie i życie obywateli zamknęły swoje granice. Nikt formalnie nie wypowiedział członkostwa w Unii Europejskiej, ale ona sama ze swoimi chorymi prawami, TSUE i śmieszną biurokracją przestała działać. Kasta sędziowska też przestała się odwoływać do tego co myśli UE i całe to TSUE, bo... nie było sędziów, sądów ani komunikacji z organami Unii Europejskiej. W sytuacji braku prądu ludzie zapomnieli o wszystkich dyrdymałach, które latami tworzyła ta dziwna instytucja i została ona w świadomości przeciętnego człowieka zapamiętana tak samo, jak przedwojenna Liga Narodów czy powojenna Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej stworzona przez ZSRR we wschodniej Europie - w odpowiedzi na gospodarczą kooperację krajów zachodnich. Państwa oczywiście jakoś istniały, bez niegdysiejszej centralizacji, funkcjonowania urzędów czy ściągalności podatków. Główną rolą państw było ochranianie swoich obywateli oraz zasobów strategicznych - tak przed zagrożeniem zewnętrznym jak i wewnętrznym. We wnętrzu każdego państwa panował chaos, bezprawie oraz prawo dżungli. Okazało się jednak, że inne państwa, które okazały się sprytniejsze - spróbowały w tym chaosie dokonywać korekty granic kosztem swoich sąsiadów. Było to jednak wyzwanie ponad siły - w sytuacji braku prądu oraz nośników energii.
Opisywany powyżej scenariusz wygląda na jakiś koniec świata, jak opis po jakiejś wojnie atomowej. Zapalnikiem do niego nie jest jednak żaden śmiercionośny konflikt, tylko jedno porządne wyrzucenie wysokoenergetycznych cząstek w przestrzeń słoneczną przez nasze życiodajne Słońce! Prawdopodobnie rządy mają jakieś zapasy na krótki okres działania bez prądu, ale nikt, absolutnie nikt nie jest gotowy na życie bez prądu przez całe lata. Przecież jak spalą się transformatory przy elektrowniach to wyprodukowanie nowych może być praktycznie niemożliwe. Rządy będą miały dokumentację papierową takich urządzeń oraz odpowiednich fachowców do przywrócenia "normalności", lecz w sytuacji globalizacji oraz globalnych łańcuchów dostaw może się okazać, że w danym kraju nie powstają już kluczowe komponenty do wytworzenia przemysłowego transformatora i poniekąd trzeba będzie "na nowo wynaleźć koło". Ludzie w czasie oczekiwania na przywrócenie prądu będą musieli coś jeść i pić, a to spowoduje chaos, jakiego nie było nigdy na świecie. Nigdy bowiem żadna cywilizacja nie była tak uzależniona od jednego medium jak nasza.
KORZYŚCI:
Jedno "pyk" na Słońcu i cały misternie budowany przez człowieka świat upada! Zaczyna się chaos, bieda i nieprawdopodobny głód na całej planecie. Nie oznacza to jednak, że nie byłoby korzyści z takiego chaosu. Po pierwsze człowiek w sytuacji zagrożenia będzie narażony na wiele niebezpieczeństw, ale tu mogą odrodzić się prawdziwe więzi międzyludzkie, które pomogą przetrwać trudny okres. Dzisiaj większość ludzi w blokach nie zna swoich sąsiadów, a w tym scenariuszu ludzie będą się musieli zjednoczyć, by przetrwać. Kolejną korzyścią będzie koniec knucia i intryg - tak na poziomie wielkich instytucji finansowych, militarnych czy politycznych. Koniec zakulisowych brudnych gier służb specjalnych, koniec psucia państwa i jego instytucji, koniec uprzywilejowywania jednych grup społecznych kosztem drugich, koniec wszechwładzy wielkich możnych tego świata, koniec inżynierii społecznej i niszczenia społeczeństw, koniec wszechwładzy chorych ideologii, KONIEC SIAJBY! W sytuacji zagrożenia egzystencjalnego człowiek wraca do korzeni i prawdziwych wartości, które pozwolą mu przetrwać. W tym kontekście całe rzesze wydelikaconych "chłopców z Insta i Youtube'a" będą miały prosty wybór - stać się mężczyznami i przeżyć albo być dalej słabeuszami i umrzeć! Kolejną korzyścią może być oczyszczenie bogatych, zachodnich społeczeństw z pasożytów, które od lat na nich żerowały udając uchodźców! W sytuacji ogólnoświatowej biedy i bezprecedensowego chaosu każdy woli wrócić w rodzinne strony. Paradoksalnie - dzisiaj biedna i wyzyskiwana Afryka może się stać dużo lepszym miejscem do życia niż Europa, Ameryka Północna czy Azja, gdyż jest tam tradycyjne rolnictwo i wiele silnych ludzi, którym do życia nie jest potrzebna elektryczność. Kolejną korzyścią mogłoby być przywrócenie normalnych wartości i wiary w Boga. Jak to mówią: "jak trwoga to do Boga". Nic nie uczy pokory lepiej niż bieda! Nie bez znaczenia mogłoby być w przypadku upadku dzisiejszej cywilizacji zwiększenie dzietności rodzin. Przez całe stulecia dzieci miały zapewnić rodzicom spokojną starość - nawet, gdy w rodzinie się nie przelewało. Seks byłby też jedną z niewielu "rozrywek" dla par i formą nagrody dla mężczyzn za "zdobycie" jedzenia. Przywrócenie normalnych rodzin i normalnego porządku społecznego trwałoby długimi latami, ale tylko wielki kryzys mógłby to spowodować - na pewno nie dzisiejszy dobrobyt.
W powyższym scenariuszu byłyby też wielkie ofiary. Ofiary bezprawia, ofiary głodu, ofiary epidemii. Każde życie jest bezcenne, nikt nie chce aby bliźni cierpiał. Ale czy z punktu widzenia logiki ludzkość nie dotarła na koniec ślepej uliczki? Czy w dzisiejszym zwariowanym świecie jest jeszcze miejsce na jakąkolwiek sprawiedliwość? Nikt oczywiście nie życzyłby sobie takiego scenariusza, ale nikt o tym nawet nie chce myśleć. A przecież naukowcy mówią od lat, że powiększające się czarne plamy na Słońcu mogą świadczyć o wzroście aktywności naszej gwiazdy i możliwości powtórzenia się scenariusza z 1859 roku. Jak reagują na to rządzący? Podpisują umowę handlową z krajami MERCOSUR, zakazują gotówki, niszczą do reszty rolnictwo, dalej brną w swoje ideo-ekologiczne głupoty - na przykład zakazując tzw. kopciuchów. Problem w tym, że ten stary piec centralnego ogrzewania, działający na zasadzie grawitacyjnej, bez pomp elektrycznych i elektrozaworów może zapewnić komuś ciepło, gdy sąsiad będzie umierał z zimna. Ale czy ktoś jest w stanie to przewidzieć? Nie, pycha zawładnęła umysłami wszystkich, którzy powinni byli to dawno temu przewidzieć i temu zapobiegać!
Copyright © 2025 Siajba.pl. All Rights Reserved.